foto1
foto1
foto1
foto1
foto1
s

×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 782.

PAN WOJCIECH KWIATKOWSKI OPOWIADA


Błšd grafiki

Urodzony w roku 1961 w Bydgoszczy. Tam ciotka, Krystyna Grochowska, pracowała w lokomotywowni na stacji Bydgoszcz Główna. Dziadek ze strony matki był przedwojennym kolejarzem, kierownikiem pociągu na trasie do Lwowa w latach 30 -tych XX wieku. Dziadek ze strony ojca natomiast pracowł na kolei jako stolarz i kołodziej. 
 Matka, Helena, pochodziła z zamożnej rodziny mieszczańskiej, takiej, o jakiej z nieskrywaną zazdrością pisał Jerzy Sulima-Kamiński w swej powieści o Bydgoszczy pt. "Most Królowej Jadwigi". 
 Ojciec, Marian Kwiatkowski, był synem chłopskim. Pracę na kolei jako telegrafista zaczął jeszcze przed wojną, w 1938 lub w 1938 roku w Myślenicach. Wiadomo "kto ma w głowie olej, ten idzie na kolej". Po wybuchu wojny udał się na wschód. Schwytany przez Rosjan, został wywieziony do Katynia, ale wraz z dwoma kolegami uciekł z transporu w Zdołbunowie. Widził przedtem rozstrzeliwanych więźniów, którzy po kilku dniach jazdy bez pożywienia, próbowali otwierać zaplombowane wagony pełne spleśniałego chleba.Jeden z uciekinierów zaginął, drugi z kolegów mieszkał do śmierci w Poznaniu, stale korespondując z ojcem. Ten zaś wrócił do Katowic, później "przemycał się" do Bydgoszczy, bo szukali go i Rosjanie i Niemcy. Tu ukrywał się w mieszkaniu teściów, za szafą. Nie podpisał volkslisty, ale musiał w końcu zgłosić się do pracy na dworcu bydgoskim jako wykwalifikowany manewrowy u niemieckiego ustawiacza waonów. Było to możliwe również dzieki temu, że niemieckojęzyczna gałąź rodu była wówczas bardzo liczna, a język niemiecki był drugim używanym przez większość Grochowskich i Kwiatkowskich. Przodkowie walczyli bowiem na frontach I wojny światowej w szeregach armii kajzera jak wielu mieszkańców Pomorza żenili się z Niemkami, więc potomkowie miewali później podwójne obywatelstwo.

Błšd grafikiBłšd grafiki

 Po wojnie ojciec otrzymał przydział do Wałcza, a tam do zagospodarowania - cały dom poniemiecki. Ale ponieważ w tamtej okolicy jest dużo jezior, a córka była astmatyczką, ojciec postarał się o inny przydział miejsca pracy - w Szczecinie -Podjuchach. Tam był zawiadowcą. Następne miejsce to Bogaczewo na północno-wschodniej granicy, niestety powszechne tam pijaństwo było bardzo męczące, więc Marian Kwiatkowski uciekł stamtąd przy pierwszej nadarzającej się okazji. Trafił do pobliskiego Susza i tam pracował pięć albo sześć lat, by w końcu objąć stanowisko zawiadowcy w Skórczu po panu Wichrowskim. Na początku ojciec musiał do pracy w Skórczu dojeżdżać z Susza, dopiero po jakimś czasie poprzedni zawiadowca opuścił mieszkanie służbowe i wagon z dobytkiem pp. Kwiatkowskich został rozładowany na dworcu skórzeckim. Ojciec przepracował tu wiele lat - od 1960 do 1974 roku był zawiadowcą.

 W dworcowych dokumentach odnalazł wzmianki, że do budowy dworca i pozostałych budynków stacyjnych w latach 1905-1913 używano cegły z cegielni w Wolentalu, dokładniej w Bulwarku, niejakiego Grochowskiego, mego pradziadka zresztą. Teren w pobliżu dzisiejszego gospodarstwa państwa Manuszewskich odwiedzałem często, bywając u kuzynów i wujostwa, więc dzisiaj ze smutkiem patrzę na tamtejsze ruiny. Zresztą wielu mieszkańców Skórcza chętnie spacerowało do Bulwarku, kąpano się tam też w Węgiermucy. Z tej samej cegły zbudowano pocztę i prezydium (urząd miasta) w Skórczu. Magazyny do budynku dworca dobudowano później; jeszcze i dziś widoczne jest miejsce połączenia pierwotnej bryły budynku z dobudowaną częścią.

Błšd grafikiBłšd grafiki

 Aż do emerytury ojciec walczył o wybudowanie porządnej wyładowni, ponieważ był wtedy ogromny ruch towarowy. Z tartaku wożono tarcicę (nawet po cztery wagony dziennie), szły trzy albo cztery wagony pełne desek dla firmy "Las", poza tym rozładowywane ręcznie wapno (ważono je na wadze o dokładności 0,5 kilograma), a gdy przychodziła deputatowa węglarka (48 ton), ojciec musiał rozdzielić wagon według dokumentów, by ludzie mogli rozwieźć węgiel swymi furmankami. Tu ładowano też żywicę, zboże, cebulę, dłużyce, kopalniaki, słomę - tę na terenie dzisiejszego GS-u za pomocą wielkiej "presy" wiązano w bale przed załadunkiem. Tuż przy rampie kiedyś (do połowy lat 70. XX wieku) stała budka nafciarni, w której magazynowano naftę do oświetlania semaforów. Na wielką wierzbę w jej pobliżu wspinałem się jako chłopiec, razem z kumplami mieliśmy tam wartownię. Po drugiej stronie rampy, naprzeciwko wieży ciśnień (na Kranku) była droga załadunkowa - tam składano paliki i faszynę do umacniania brzegów, kopalniaki z Ocypla (bo kiedyś szły całe ich wahadła na Śląsk). Do pomiaru załadunku służyła skrajnia - przetaczając pod nią załadowany wagon, można było sprawdzić, czy nie jest przeładowany na wysokość lub szerokość.

 Taki ruch towarowy pamiętam też ze Starogardu, gdzie w latach 1984-1989 pracowałem jako dyżurny ruchu. Niekiedy bocznice były tak zastawione wagonami, że nie dało się wjechać na stację. Dzisiaj wieża ciśnień jest bezpańską ruiną, ale kiedyś pełniła ważną rolę - woda szła aż do Stejkowej - tzn. do pani doktor Stojke, lekarki kolejowej, która mieszkała tam, gdzie dziś pp. Mółkowie i gdzie dawniej była lecznica kolejowa. Takie wieże były też w Pączewie i Bobowie. Ciśnienia, stacji pomp i oczyszczalni w Skórczu pilnował stary pan Berent - wystarczyło, że podszedł z domu na Nowym Świecie na dworzec, wychylił się z okna i już na drewnianej listwie pomiarowej widział, czy poziom wody w basenie jest wystarczający. A zasada była prosta - im wody więcej, tym strzałka na listwie niżej.

Błšd grafiki

Tam, gdzie dziś jest przychodnia śp. Łacika, tam kiedyś była świetlica kolejowa, w której odbywały się m.in. bale sylwestrowe. Na drugim szczycie była kuźnia kolejowa z dwoma kowalami, obok pracowali ślusarze (Kufta i Steinke).W tym samym budynku mieściła się też brygada remontowa, zwana oficjalnie odcinkiem drogowym. Odpowiadała ona za stan zwrotnic, byszongów (skarp), rowów odwadniajšcych. W następnych budynkach mieszkał zawiadowca odcinka drogowego - Żach - dowodzący tą brygadą kilkunastu ludzi; niegdyś podlegali mu nawet malarze, stolarze i zduni - więc wszelkie remonty na terenie kolei były przez nich wykonywane, nawet w mieszkaniach. 
 Brygada ta miała do dyspozycji dwie drezyny - najpierw ręczne, potem spalinowe. Odpowiadali za nie pan Władysław Jaszul i pan Żach. Pomieszczenia tego pierwszego to posterunek na południowym szczycie dworca, od strony Smętowa. On dbał przede wszystkim o łączność, czyli przewody na drewnianych słupach, które stoją wzdłuż torów do dziś. Potem tę samš funkcję pełnili Stanisław Łyszka i Berent. W razie zgłoszenia awarii ładowali na drezynę telefon, raki; dojeżdżano na miejsce, meldowano "drezyna wystawiona" (tzn. jest wolne miejsce na torze dla przejazdu pocišgu), wspinano się na słup, naprawiano usterkę. Aby zameldować o jej usunięciu, wpinano wtyczkę telefonu na bolce do gniazdka na słupie; takie gniazdka telefoniczne znajdowały się na wyznaczonych słupach, rozstawionych w odległości 1,5 kilometra. Do dzisiaj na drewnianych słupach znajdują się metolowe strzałki, wskazujące kierunek najbliższego podłączenia. Do słupów docierano drezynami - pamiętam tę późniejszą, wyposażoną w silnik wueski. Nogi nakrywano kapą z dermy albo skaju, z tyłu był bak, ruszało się "na kopa", a drezyna "szła" 80 km/godzinę!
 Jeszcze dziś na peronie pierwszym widać ślady po drewnianych rogatkach - szlaban z kamiennym obciążeniem stał do 1995 roku i przestrzegał "STOP! STRZEŻ SIĘ POCIĄGU!"; korba pozwalała opuścić rogatki na przejeździe drogowym. Tylko ślady w ziemi dziś przetrwały, tak samo jak po drewnianych ławkach na peronie drugim.
Ciekawe, czy ktoś jeszcze pamięta, że na terenie stacji były dwa żurawie wodne dla lokomotyw - jeden przy dworcu, drugi przy maszynszopie? Tam znajdował się też posterunek dyżurnego ruchu, który powiadamiał wszystkie stacje na szlaku, by zamykano przejazdy drogowe przed nadjeżdżającym pociągiem. Takie szlaki w okolicy to Skórcz-Starogard, Skórcz-Ocypel, Skórcz-Smętowo oraz nie należące już do Skórczu, sąsiednie: Ocypel-Szlachta, Starogard-Skarszewy, Starogard-Zblewo.
Z dzieciństwa pamiętam charakterystyczne bilety kartonowe - kasownik odgniatał datę na odwrocie, dopiero później stosowano w tym celu tusz. Bilety znajdowały się w specjalnych szufladkach, wyciągano je i kasowano z dwóch stron.

bład grafiki

 Zawiadowca był bogiem na stacji, jemu i ważniejszemu odeń kontrolerowi składano formalne meldunki jak w wojsku, zwłaszcza rano - "zajęty tor pierwszy, wolne tory drugi i trzeci, praca przebiega bez zakłóceń" - saluty i honory to rzecz normalna w takich okolicznościach. A kontrola odbywała się także w godzinach nocnych, np. o trzeciej nad ranem. Poza tym kontrolerzy PKP i naczelnicy z Gdańska przyjeżdżali do Skórcza samochodem marki Warszawa. Zamiast opon garbus ten miał koła dostosowane do jazdy po szynach. To była dopiero atrakcja - samochód na torach!
 A czy ktoś pamięta, że w Skórczu na dworcu był bufet, poczekalnia, przez które przewijały się tłumy ludzi, gdy pociągi z trzech kierunków przyjeżdżały na stację? W okresie letnim odbywały się przejazdy harcerzy, jadących z Warszawy na obóz do Trzebiechowa. Zawsze, czekając na przewożące ich autobusy, opanowywali nasze wiśnie. Tych 500-600 harcerzy ze stolicy zmieniało turnusy pod koniec lipca. Na naszym dworcu tętniło życie. Byłem pełen zachwytu i dumy, że mieszkałem na stacji Skórcz. Dzisiaj sami widzicie - tragedia.
 Kto jeszcze dziś wie, że w podziemiach dworca znajduje się - w najmocniejszym według założeń architektów punkcie - schron z systemem stalowych wrót, studzienkami odwadniającymi, odpowietrzeniem i dwoma wyjściami awaryjnymi? Bo dworzec to obiekt strategiczny na wypadek "W" - z tego względu do dzisiaj nie można w nim wykupić mieszkań. Te na ulicy Dworcowej - pana Jaszula, Jarka Grajewskiego na rogu (dziadek kolejarz, jego dzieci też) są już przeznaczone do wykupu. Nasze mieszkania i budynki gospodarcze (kiedyś hodowaliśmy tam świnie, kury, gołębie) należą wciąż do PKP.

bład grafiki

 A my na dworcu musimy zmagać się z brakiem gospodarza - PKS tylko eksploatuje teren , ale nikt z tej firmy od lat nie dba o porządek na przystanku. Nie funkcjonuje już dworcowy zegar pod okrągłym okienkiem. Może dlatego Barabas, świadek Jehowy i dawny kasjer, częściej straszy teraz na strychu i w podziemiach?

Więcej w tej kategorii: « POŁOŻENIE GEOGRAFICZNE Herby »

Adres

Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w Skórczu

83-220 Skórcz
ul. Kociewska 7

tel./fax 58-582-42-50
tel. 58-582-42-48
e-mail: sekretariat@zspskorcz.pl
www.zspskorcz.pl

szkola

Branżowa Szkoła I Stopnia

Branżowa Szkoła I Stopnia

83 - 230 Smętowo Graniczne
ul. Gdańska 21

tel. (58) 56 19 041

e-mail: smetowo@zspskorcz.pl
www.zspskorcz.pl

zsgz smetowo

Znajdź nas na facebook

2019 Copyright Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w Skórczu Rights Reserved